Pula adresów IP w wersji czwartej (IPv4), na której oparty jest internet obecnie, była wystarczająca przez długie lata, ale praktycznie już uległa wyczerpaniu (nawet jeśli nie wszystkie adresy są w użyciu, to w zasadzie wszystkie już zostały komuś rozdane). Lekiem na tę sytuację ma być globalne wprowadzenie IPv6, jednak ta zmiana musi być poprzedzona dostosowaniem infrastruktury. Świadomy tego TP-Link zabrał się za dostosowywanie swoich urządzeń sieciowych do nadchodzącego standardu.
Routery TP-Link można znaleźć nie tylko w domach i instytucjach, ale również w strukturze sieci wielu dostawców internetu (ISP). Zdolność tych urządzeń do obsługi standardu IPv6 jest tak samo ważna, jak zgodność z nim naszych kart sieciowych czy systemów operacyjnych. Stąd zarówno w nowych jak i już istniejących produktach TP-Link chce dodać obsługę standardu - czy to natywną, czy też dodaną poprzez aktualizację firmware.
W czwartej wersji standardu IP mamy do czynienia z liczną adresów ledwie przekraczającą 4 miliardy, przy czym w dodatku jeszcze kilka lat temu pula ta była rozdzielana szczodrze instytucjom, które nie potrzebowały i nie potrzebują do dziś nawet części posiadanych adresów, a mając do nich prawo "blokują" je. Nawet gdyby jednak adresy były rozdane optymalnie, to i tak ich liczba niedługo nie będzie wystarczająca - za kilka lat na świecie możemy mieć więcej smartfonów (z reguły połączonych z internetem) niż jest adresów IP.
Tymczasowym rozwiązaniem problemu nadawania adresów urządzeniom sieciowym jest dzielenie jednego adresu przez wiele urządzeń dzięki technologii NAT. W ten sposób na przykład wszystkie komputery z danej sieci lokalnej mogą łączyć się z internetem posiadając jeden zewnętrzny adres IPv4. Jest to jednak półśrodek, który nie może być stosowany na dłuższą metę.
Jedyne sensowne rozwiązanie ograniczenia jakie niesie ze sobą skończona pula adresów IPv4 to wprowadzenie nowego standardu. Tu twórcy spisali się na medal - stworzyli rozwiązanie, które oferuje wirtualnie nieskończoną liczbę adresów (ich długość wzrasta z 32 do 128 bitów; gdyby na każdym milimetrze kwadratowym naszego globu umieścić komputer i nadać mu unikalny numer IPv6, pula adresów zostałaby zaledwie nieznacznie naruszona). Jedyny problem tkwi w braku zgodności pomiędzy protokołami w wersji 4 i 6, a to oznacza, że faktyczne przejście na IPv6 musi być natychmiastowe, a jeśli tak nie będzie, powstaną dwie równoległe sieci.
Wielu usługodawców już dawno jest przygotowanych na zmianę (nasze komputery i urządzenia przenośne z reguły też są), jednak nie jest żadną tajemnica, że postęp w tym kierunku wciąż jest zbyt niewystarczający. Dlatego każda decyzja kolejnego usługodawcy a także producenta urządzeń sieciowych (szczególnie tak popularnego jak TP-Link) o wspieraniu nowego standardu jest krokiem naprzód w stronę internetu, w którym już nikt nie będzie się zastanawiał, czy niebawem nie zabraknie wolnych adresów i po ile wobec tego będą "chodzić" ostatnie niewykorzystane na "rynku wtórnym".
Źródło: TechPowerUp





Tylko, że NAT ma wielką przewagę, jaką jest automatyczny brak dostępu w drugą stronę. Przy IPv6 trzeba zrobić naprawdę rozbudowany stateful firewall, aby osiągnąć podobny efekt. Rozbudowany => zwiększenie zasobów sprzętowych => większy koszt (flash, ram, cpu). Do tego przy IPv6 niektóre elementy są wbudowane jak IPSEC, które jeszcze bardziej zwiększają jest zasobożerność. Idąc dalej, autonadawanie adresów IPv6 utrudnia sensowną konfigurację firewalla, bo nie wiadomo jaki adres się sam przydzieli (na każdym systemie inaczej). Przykłady można mnożyć – dzisiaj IPv6 nadaje się do wdrażania, co najwyżej w środowiskach akademickich, a nie w domach.