Widoczne na pierwszym zdjęciu poniżej urządzenie wygląda bardzo niepozornie - design i wyglądający na archaiczny obiektyw sugerują, że mamy do czynienia z jakimś starej daty pełnoklatkowym aparatem fotograficznym, tyle że cyfrowym i z dziwnie dużą liczbą złącz sygnałowych na boku. Prawdą z tego jest tylko to, że w nowym modelu firmy Blackmagic została zastosowana matryca o wielkości zgodnej z pełną klatką - 35-milimetrowa. Tyle, że zdolna do rejestracji filmów. Filmów w rozdzielczości 4K.
To, że mamy do czynienia z produktem niesztampowym uwidacznia się dopiero, kiedy producent dołączy trochę profesjonalnych akcesoriów do urządzenia (kolejne zdjęcie). Wówczas można potraktować nowość na poważnie i spokojnie pomówić o specyfikacji.
4K Production Camera bez najmniejszych problemów nagrywa obraz 1080p, ale pełnię możliwości pokazuje dopiero po wybraniu pełnej jakości - Ultra HD. Materiał może być rejestrowany przy 23.98, 24, 25, 29.97 i 30-tu klatkach na sekundę. Filmowanie w pełnej jakości to nie przelewki jeżeli chodzi o bitrate i żadna karta pamięci, choćby i SDXC, poszaleć nie pozwoli - stąd w obudowie znalazło się miejsce na pojemny SSD.
Kamera jest zgodna z obiektywami z mocowaniem EF. Jest obsługiwana za pomocą sporego, bo 5-calowego dotykowego wyświetlacza LCD. Pomimo niewielkich rozmiarów obudowy zawiera pełen zestaw złączy, w tym wejście audio, interfejs Thunderbolt, wyjście 6G-SDI, czy LANC.
Blackmagic 4K Production Camera pojawi się w regularnej sprzedaży w czerwcu. W zestawie z aplikacjami UltraScope i DaVinci Resolve będzie kosztowała 3 995$.











„pełnoklatkowym aparatem fotograficznym” – nie ma czegoś takiego, tzw. „pełna klatka” to wymyślona przez marketingowców nazwa na aparat małoobrazkowy (klisza 35mm), no ale jak tu w dobie matryc wielkości paznokcia, nazwać wielkie odkrycie na miarę XXII wieku w postaci cyfrowej matrycy 35mm – małym obrazkiem? 🙂