W swojej ofercie nośników opartych o pamięci NAND flash firma Fusion-io posiada wysokowydajny model z interfejsem PCI-e, który służy profesjonalistom zajmującym się edycją i postprodukcją wideo (w tym w rozdzielczości 4K), aplikacjami CAD itp. - słowem wszystkich takich, gdzie potrzebny jest szybki dostęp do danych zawartych w projektach zbyt "ciężkich", by zmieściła je jedynie pamięć RAM. Urządzenie mieści 420 GB, jednak nawet taka pojemność może nie satysfakcjonować osób pracujących jednocześnie nad wieloma projektami, w związku z czym producent szykuje bardziej zaawansowany model - magazynujący 1 650 GB danych.
Fusion ioFX to jedne z tych SSD, które mają za zadanie wyeliminować efekt wąskiego gardła występujący przy mniej wydajnych nośnikach danych (HDD czy wolniejszych SSD) i dzięki temu pozwolić CPU i GPU pracować z maksymalną możliwą dla nich wydajnością. W związku z tym nie są raczej przeznaczone ani do przechowywania systemu operacyjnego, ani tym bardziej zwykłych danych.
Pierwsza wersja nośnika posiada fizycznie interfejs PCI-e x8, przy czym elektrycznie wykorzystywana jest jedynie szerokość x4. W przygotowywanym modelu 1,6 TB już nie tylko elektrycznie ale też fizycznie zastosowane zostało złącze x4, dzięki czemu dysk będzie pasował do większej ilości portów na płytach głównych i będzie można umieścić go w optymalnym miejscu (np. z dala od gorących kart graficznych).
Zarówno edycja 420 jak i 1650 GB posiadają prędkość odczytu danych na poziomie 1,4 GB/s. Pod względem zapisu pojemniejszy SSD wyraźnie wysuwa się na prowadzenie, oferując szybkości do 1,1 GB/s (420-tka - do 700 MB/s). Opóźnienia zapisu i odczytu (4K) w obu przypadkach są takie same i wynoszą odpowiednio 77 i 19 mikrosekund.
ioFX 1,6 TB pojawi się na rynku latem tego roku. Nie wiadomo na razie ile będzie kosztował, ale nie będzie to raczej kwota niska - jego młodszy brat oferujący czterokrotnie mniejszą pojemność kosztuje 1 995$.





Z satysfakcją stwierdzam, że tym razem brak żenujących przejęzyczeń, pomyłek, czkawek.
Przyznaj się. Było Ctrl C Ctrl V…Nie wstydź się.
Ale podpisał się sam, poznaję po charakterze pisma!
Drukowanymi pisał, ale ten akcent!
Akcent, akcentem, ale ta interpunkcja!
interpunkcja…Zaraz. (po wizycie w wiadomym miejscu w internecie) stwierdzam co następuje.
404. That’s an error.
Już myślałem, że mnie ręka sprawiedliwości…
http://imageshack.us/photo/my-images/268/fajn.jpg/
Ale nie. Zwracam…Ed wie.
Wiem, poznałem po kaligrafii.
Panie ed! mam landrynki. Siepan częstuje.
Rychu, nigdy nie użyłem ctrl+v w newsie bez wyraźnego cytatu :> Cóż… musiałem mieć dobry dzień 😀