Tajwańska firma Memoright przygotowała serię dysków SSD w formacie 2,5", która została nazwana mianem STM-25. Składa się ona z aż sześciu modeli korzystających z układów MLC NAND flash: najmniej pojemny może pomieścić zaledwie 8 GB danych, kolejne zaś modele oferują 16, 32, 64, 128 i wreszcie 256 GB miejsca na pliki.
SSD STM-25 posiadają interfejs SATA 3.0 Gbps i po 64 MB pamięci cache. Prędkości przy odczycie ciągłym dochodzą do 240 MB/s, a przy zapisie - do 170 MB/s. Przy losowym odczycie danych dysk wykonuje 24 000 operacji wejścia/wyjścia na sekundę (a właściwie, skoro to odczyt, to operacji wyjścia, ale to na jedno wychodzi), natomiast przy zapisie - 17 000 IOPS. MTBF nowych dysków producent określa na 1,1 miliona godzin.
Źródło: Tech Connect





Wszystkich pociągają początkowe parametry transferów SSD, ale mało kto wie jak długo REALNIE te dyski pracują. Mój MemoRight SLC po 2 (!) miesiącach pracy jako dysk podstawowy – system, internet, java, AJAX itp nadaje się do wyrzucenia. Fabryczne oprogramowanie producenta do diagnostyki dysku wyświetla komunikat: Device status: bad, please take it off! Dwa miesiące, rozumiecie? Te SSD przychodzą z 64GB pamięci oficjalnej i 12 GB nadmiarowej, która ma być jak sądzę wykorzystywana do podmiany badbloków. U mnie najwyraźniej wszystko jest już tak pocięte, że nie ma już czego wymieniać. O cenie nie będę wspominał.
To nie jest normalne zachowanie dysku wynikające ze zużycia, wygląda na to, że SSD po prostu jest uszkodzony.
W zależności od serii, od kilku do kilkunastu % HDD trafia na gwarancję z powodu uszkodzenia – nie sądzę, żeby z SSD była inna sytuacja i to po najprawdopodobniej jest jeden z tych wadliwych egzemplarzy.