Chińskie Ministerstwo Obrony odrzucają oskarżeniom jakoby jakakolwiek jednostka wojskowa tego państwa była odpowiedzialna za serię ataków na komputery pracowników amerykańskich korporacji, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. W oświadczeniu ministerstwo konstatuje, że podejrzenia takie są "bezpodstawne zarówno pod względem przesłanek logicznych jak i prawnych".
Oświadczenie zostało wydane po tym, jak zajmująca się bezpieczeństwem sieciowym korporacja Mandiant wskazała jedną z jednostek armii Kraju Środka jako najbardziej prawdopodobnego sprawcę ataków. Wskazana jednostka - w wolnym tłumaczeniu Drugie Biuro Ludowej Armii Wyzwolenia, Departamentu Sztabu Generalnego, Trzeciego Departamentu, o desygnacie 61398, została w raporcie Mandiant wskazana jako wcześniej odpowiedzialną za kradzież wrażych danych od co najmniej 141 organizacji należących do różnych dziedzin przemysłu.
Odpowiadając na oskarżenia armia chińska mówi, że krajowe siły zbrojne nigdy nie podejmowały żadnych aktywności polegających na hackowaniu. "Chińskie prawo zakazuje wszelkich działań łamiących bezpieczeństwo cybernetyczne i chińskie władze zawsze potępiają cyberprzestępstwa" - powiedział Geng Yansheng, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej, podczas oficjalnego wystąpienia.
Pan Yansheng dodał, że raport Mediant był bezpodstawny ponieważ konkluzja o winie Chin wynika jedynie z tego, że ataki były powiązane z chińskimi adresami IP. "To powszechna w internecie metoda przeprowadzania ataków spod przejętych adresów IP" - tłumaczył rzecznik.
Same ataki nie zawsze kończyły się wykradzeniem danych. Ostatni z nich, który dotknął korporację Apple, polegał jedynie na uzyskaniu dostępu do komputerów, bez żadnych dalszych działań. Z kolei kilka dni wcześniej skradzione zostały hasła niektórych pracowników New York Timesa - tu pojawiają się spekulacje o związku wydarzenia z wcześniejszym opublikowaniem przez tę gazetę artykułu o rodzinnej fortunie premiera Chin, Wen Jiabao.
Źródło: CDRinfo.com




