Google nieraz już podkreślało, że chce być korporacją proekologiczną. Można było usłyszeć, że inwestuje w energooszczędne serwery czy "zielone" rozwiązania (np. chłodzenie serwerowni wodą morską). Teraz Google poszło o krok dalej i chce zasilać swoje urządzenia w 100% z energii odnawialnej. Rozpoczynając realizację tego planu zakupiło w mieście Amarillo w Teksasie farmę wiatrową Happy Hereford o mocy 240 MW.
Zakład w Amarillo jest częścią długoterminowej umowy, w której zostało zakontraktowane zainstalowanie turbin wiatrowych generujących ponad 570 MW prądu elektrycznego. Jest to ilość wystarczająca na zasilenie ok. 170 000 gospodarstw domowych w USA. 50 takich elektrowni wystarczyłoby, żeby zaspokoić zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce (oczywiście mowa tu o pracy na mocy znamionowej - trzeba uwzględnić, że elektrownia wiatrowa nie pracuje cały czas).
Farma Happy Hereford ma zacząć produkować energię pod koniec przyszłego roku. Inwestycja jest realizowana przez Chermac Energy. W związku z tym, że w Stanach obowiązują podobne przepisy jak w Polsce - duże korporacje produkujące prąd na własne potrzeby muszą najpierw sprzedać go do sieci, a dopiero potem mogą go odkupić - zakład będzie dostarczał prąd do sieci Southwest Power Pool (SPP), z której z kolei zasilane jest centrum danych Google w Mayes County (Oklahoma).
Wykorzystanie odnawialnego źródła energii, jakim jest wiatr, ma zmniejszyć ilość dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery. Google chce docelowo produkować co najmniej tyle samo zielonej energii, ile zużywają wszystkie serwerownie firmy na całym świecie - a nie jest to mała wartość.
Źródło: CDRinfo.com




